niedziela, 15 maja 2011

Kretynki & debile

Wczoraj odbyłem z chłopami i jedną dziołchą nocny trip po muzeach w Szczecinie. Wiadomo - wejście za friko – i wszystko jasne. Wszędzie tłumy wszędobylskich, którzy nagle odkryli w sobie chęć spoglądania wstecz. Wszędzie gwar, ścisk - w tym wszystkim ja z kartonem „soku” w łapie. No ale nie o tym chcę napisać. Jak ktoś owej magicznej nocy wytoczył się na miasto, to widział co się wyprawiało...

Otóż; jak już cała akcja się zakończyła (suto zakrapiana deszczem), przyszło nam się zwijać do domu. Czekaliśmy na kumpla, który kończył robotę i co ważne – miał auto! Czekaliśmy a, że mieliśmy czasu aż nadto, to postanowiliśmy uderzyć w jakiś lokal.

Uderzyliśmy. Nie wpuścili nas. Dla mnie żadna strata; mi nie zależało bo jakie mam podejście do klubów generalnie – każdy wie. Albo - każdy kto mnie zna – wie. Wiecie; masz „sportowe obuwie” – nie wejdziesz; masz spodnie zbyt granatowe – nie wejdziesz; masz za długie nogawki – nie wejdziesz! Ja nie wchodzę bo po prostu mam gust.

Generalnie nie lubię tzw. klubów. Nie tańczę, bo nie umiem. Muzyka? Jaka muzyka? Dużo bardziej wolę gdzieś usiąść, wypić, pogadać, obserwować; pośmiać się z siebie i innych.

No ale do czego zmierzam? Otóż jak już wspominałem – nie wpuścili nas. Z tej okazji postanowiliśmy postać przed wejściem (był daszek, nie wiało, nie padało). W związku z tym miałem wątpliwą przyjemność obserwować ludzi, którzy tam wchodzili/wychodzili (do tego klubu rzecz jasna).

Nie wiem od czego to zależy, może od tego, ze sam lokal nie był jakąś górnolotną miejscówką, może od tego, że już jest po maturach i wszelkich testach gimnazjalnych... no nie wiem.

W każdym razie było tam więcej tzw. „pustaków” niż na niejednym placu budowy. Przerażające. W sumie sam nie wiem kto był głupszy. Chłopcy czy dziewczęta... w każdym razie rywalizacja była zacięta. Na początku rzuciła mi się w oczy grupa zgrabnych idiotek. Fakt. Ładne były, pełen pakiet/bufet (jak wolisz). Jednak należały do takich, które nie powinny się odzywać nawet wołając o pomoc.

Ich rozmowa opierała się wyłącznie na tym, że powinno się być „przebojowym” i, że w „tym kraju” nie ma miejsca dla takich jak one, że się marnują, że nie mają możliwości... - powiem więcej; w „tym kraju” nie powinno być miejsca dla takich jak one. No ale rodaków się nie wybiera.

Później zostałem zbombardowany tępym śmiechem tłustych lolitek. Tak, klasyka gatunku! Obcisłe „coś” na dużej dupie (koniecznie w lamparcie cętki) + buty które ledwo wcisnęły na łydy + pięknie wyeksponowane „oponki” – klasyczny przypadek zgubionego lustra.

Teraz goście. Solara, koszulki po młodszych siostrach + rozmazujące się tatuaże (Bolec z „Chłopaki nie płaczą”- coś w ten deseń). Równie skretyniali co ich koleżanki. Chcą być fajni, ogólnie atak klonów. Chwalą się „ile to oni nie wypiją” albo, że „znają tych co tu stoją na bramce”. Chwalą się, że znają dj’a co w tym burdlu gra, chwalą się autami, turbinami, felgami, chwalą się bicepsami, chwalą markami ubrań - full bajera. Są obeznani z ramówką telewizyjną i jednocześnie są znawcami tańca współczesnego. Przede wszystkim „breakdance” – tak, to ich specjalność!

Kretynki nie chcą być dłużne i jedna z nich, stwierdza, że „brejk” to „lajt”, że „ona tak wymiata”. Reszta głupkowatych koleżanek zgodnie przytakuje. Generalnie; znawcy każdej dziedziny życia; i choć wypowiedzi tak przesiąknięte debilizmem, że mogły jedynie wywoływać uśmiech politowania – to mimo wszystko robiły wrażenie na obydwu stronach. I tak koło się zamyka! Jedna strona napędzała drugą. Sprzeczali się o to kto jest głupszy – i na tym polegał ich spór i problem. Rotacja tematów była nieziemska i można było się wiele dowiedzieć od ów grupki sympatycznych, młodych, ładnych, fajnych i przede wszystkim przebojowych ludzi!

Co wynika z mojego wywodu? No właśnie nic, przysłowiowej „Ameryki” nie odkryłem. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz