Wczoraj odwiedziłem miejsce, które każdemu kiedyś przyjdzie
nawiedzić. Byłem w Urzędzie Pracy i dumnie zasiliłem szeregi bezrobotnych
absolwentów uczelni wyższych. Wczorajsza wycieczka do Urzędu otworzyła mi oczy,
uświadomiłem sobie, że jestem głupi. Najzwyczajniej w świecie mam braki i nie
jest to tylko moja wina; jestem jedynie biernym tworem skopanego systemu
edukacji. Nie śmiej się! Ty – szanowny czytelniku – wcale nie jesteś lepszy.
Miałem problemy z uzupełnieniem prostych druków! Dlaczego w szkołach tego nie
uczą? Dlaczego w gimnazjach nie uczą dzieciaków wypełniania podstawowych
dokumentów na które prędzej czy później natrafią?! I nie mam na myśli akurat kwitów
związanych z rejestracją jako osoba bezrobotna, bo to mogłoby być nieco
demotywujące dla padawanów...
czwartek, 24 maja 2012
wtorek, 24 kwietnia 2012
"O czym teraz myślisz?"
O czym teraz myślisz?
Znasz ten tekst? Jeżeli tak to znaczy, że jesteś szczęśliwym
użytkownikiem Facebooka. A gdyby tak potraktować go serio? Niby proste pytanie ale
czy odpowiedziałeś lub odpowiedziałaś kiedykolwiek na nie szczerze? Czy
kiedykolwiek zamiast wypisywać głupoty, szczerze napisałeś co w danej chwili
TAK NAPRAWDĘ chodzi ci po głowie?
niedziela, 12 lutego 2012
Atencja nadmierna
Gdy obieramy jakiś cel, najzwyczajniej w świecie dążymy do
jego realizacji. Wszystko jest ok, do czasu gdy nie przedobrzymy. Jest taka
wąska granica, której nie należy przekraczać pod żadnym pozorem.
Mam kumpla; dobry chłop, niegłupi, trochę świr, raczej z
tych pozytywnych. Niestety koleś nadmiernie się wczuwa, za dużo myśli. Wszystko
musi mieć zaplanowane, przemyślane od początku do końca. Ponadto czasami ponosi
go wyobraźnia i wiele (zbyt wiele) potrafi sobie wmówić, co nigdy nie wychodzi
mu na dobre. Dotyczy to każdego aspektu jego życia. Chory perfekcjonizm i
nadmierny pedantyzm. Ostatnio, trochę wypiliśmy i zebrało się nam na szczerą
rozmowę.
sobota, 5 listopada 2011
Boję się
Jest na tym świecie kilka rzeczy/osób/miejsc, które mnie
przerażają. Grozę budzą u mnie wszelkiego rodzaju strzykawki i dentyści. Jeżeli
chodzi o miejsca to zdecydowanie są to (zdecydowanie!) super-hiper-markety. Co
w nich takiego strasznego? Na pierwszy rzut oka nic. Mamy ludzi, dzieci z
wózkami i w wózkach, wszelkiej maści towar na paletach i półkach. Niby nic.
Może inaczej... market sam w sobie nie jest przerażający. Przerażający są
pracownicy. Tzn. nie oni sami ale ich obecność tam. Wiecie o co mi chodzi? Market to najgorsze miejsce pracy ever*. W życiu przepracowałem może kilka
tygodni – póki co. Tak się złożyło, że te kilka tygodni to była właśnie robota
w markecie. Praca w markecie jest jak przełączanie kanałów w telewizornii o
godzinie 14:00 – wiesz, że nie możesz liczyć na nic interesującego a i tak się łudzisz, skacząc po programach. Identycznie jest właśnie z pracą w takim
miejscu – pracujesz. I co? I nic.
czwartek, 27 października 2011
Byliśmy w kontakcie
Każdy ma znajomych bliższych i dalszych. Co decyduje o
tym, że z jednymi dogadujemy się lepiej a innymi gorzej? Różnica charakterów?
Różnica wyznań? Inny system wartości? Brak wspólnych tematów? Wszystko to może
doprowadzić do tego, że z kimś będziemy lepiej lub gorzej żyć. Jednak to
właśnie „brak wspólnych tematów” jest przysłowiowym gwoździem do trumny. To właśnie
brak jakiegokolwiek dialogu prowadzi do tzw. zerwania kontaktu; bo w końcu jak
możemy się z kimś – chociażby – sprzeczać jak nie mamy o czym gadać? Brak
rozmowy to brak znajomości. To z dywagacji wszystko wynika i w niej wszystko
się zawiera.
Subskrybuj:
Posty (Atom)