Gdy obieramy jakiś cel, najzwyczajniej w świecie dążymy do
jego realizacji. Wszystko jest ok, do czasu gdy nie przedobrzymy. Jest taka
wąska granica, której nie należy przekraczać pod żadnym pozorem.
Mam kumpla; dobry chłop, niegłupi, trochę świr, raczej z
tych pozytywnych. Niestety koleś nadmiernie się wczuwa, za dużo myśli. Wszystko
musi mieć zaplanowane, przemyślane od początku do końca. Ponadto czasami ponosi
go wyobraźnia i wiele (zbyt wiele) potrafi sobie wmówić, co nigdy nie wychodzi
mu na dobre. Dotyczy to każdego aspektu jego życia. Chory perfekcjonizm i
nadmierny pedantyzm. Ostatnio, trochę wypiliśmy i zebrało się nam na szczerą
rozmowę.
Stwierdził, że „chciałby być traktowany poważnie”, coś w tym
rodzaju. Nie wiem co miał dokładnie na myśli. Powiedziałem mu, że jest
traktowany poważnie, że przecież nikt nie ma go za głupka czy innego debila.
Stwierdził, że „nie o to chodzi”, że „wie swoje”. Gadaj z takim upartym.
Jedna dziewczyna wpadła mu w oko ostatnio, ale (jak zwykle) wszystko
spieprzył. Nadmierna atencja. Nadmierne zainteresowanie. Wczuł się. Za dużo
myślał. Za dużo sobie dopowiadał.
Wydaje mi się, że jego problem tkwi w tym, że jest zbyt
dobry - niepoprawny romantyk. Wyrachowanemu sukinsynowi łatwiej o „dupę”. On za
każdym razem szuka dziewczyny, nie dupy. I być może w tym tkwi jego problem. Co
gorsze - wydaje mi się, że potrafi gadać z dziewczynami, czasami nawet
zazdroszczę mu tej łatwości nawiązywania kontaktów. Jednak w momencie, gdy
sobie kogoś upatrzy, włącza mu się w mózgu jakaś blokada, simlock. Za bardzo się stara i to jest jego błąd; bo wówczas
pokazuje swoją słabość. Smutne.
Za każdym razem mówię mu, żeby wrzucił na luz, nabrał
dystansu. Nigdy jeszcze mnie nie posłuchał, choć tyle razy dostał po dupie. I
to głównie od samego siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz